“Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?” była wyczekiwaną przeze mnie książką roku. Ta popularnonaukowa pozycja wydana nakładem wydawnictwa W.A.B. jest dziełem Janiny Bąk – wykładowczyni akademickiej, szkoleniowca z zakresu analizy danych i autorki znanego bloga Janina Daily. Jej najnowsza publikacja jest przezabawnym wprowadzeniem do statystyki. Tak, dobrze przeczytaliście, do statystyki. A jeśli nie wierzycie, że statystyka może być zabawna, a co najważniejsze, że przydaje się w życiu każdego z nas, to biegnijcie natychmiast na zakupy online, bo to znak, że koniecznie musicie ją przeczytać!
Poważne sprawy
Gdy tylko “Statystycznie rzecz biorąc” wgrało się na mój czytnik, ogłosiłam mężowi, że w ten weekend ma w naszym domu zagościć cisza, spokój i sernik, bo będę czytała naukową książkę o poważnych sprawach i muszę się skupić.
Mąż z szacunkiem (i padem w dłoni) wycofał się do swojej jaskini, a ja leżałam pod kocem i czytałam. I chichotałam. I jeszcze głośniej chichotałam. I chociaż czytając, miałam głębokie chwile refleksji, to te wzniosłe momenty oświecenia stale przeplatały się z niekontrolowanymi wybuchami śmiechu.
Nagle z jaskini usłyszałam nieśmiałe: „Co ty czytasz właściwie?”, więc zgodnie z prawdą powiedziałam: „O statystyce rzeczy. Poważne sprawy”. W odpowiedzi dobiegło do mnie ciche, zaniepokojone: „Mhm” i unosząca się w powietrzu wątpliwość, jak źle musi ze mną być, skoro tak do łez, do bólu brzucha, bawi mnie regresja logistyczna czy dowód anegdotyczny.
Ale tak, moi drodzy, Janina Bąk wykonała kawał dobrej roboty, łącząc naukę z poczuciem humoru. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł lepiej niż ona wyjaśnić, na czym tak naprawdę polega ta cała statystyka i związane z nią zagadnienia. Cała wiedza jest przekazana w formie anegdot, opowieści i ciekawostek. Sprawiają one, że co kilka stron rechoczesz na pół dzielnicy i nawet twój własny, osobisty mąż puka się w czoło, gdy widzi, jak się zachowujesz podczas czytania. Janina z ogromnym poczuciem humoru wkrada się do twojej głowy i mimowolnie tapetuje wnętrze twojego umysłu wiedzą, którą możesz wykorzystać na co dzień. Zapytacie jednak, o czym konkretnie jest ta książka.
O czym jest ta książka?
Przede wszystkim o tym, ile słodkości musicie zjeść, by stać się geniuszem. Żart! Ale okej, o tym też przeczytacie. Spokojnie!
Przede wszystkim o tym, jak statystyka działa w życiu codziennym i jak my te statystyki powinniśmy czytać, analizować i rozumieć. Bywa tak, że działamy jak dzieci i zupełnie bezkrytycznie pochłaniamy rzeczywistość oraz prezentowane nam dane. Nie kwestionujemy, nie pytamy, skąd coś się wzięło. Czytamy, przyswajamy i zakodowujemy, że tak oto wygląda świat.
Janina daje więc rady, które pomagają inaczej spojrzeć na rzeczywistość. Zwraca uwagę, że każdy, nawet najlepszy naukowiec, może się mylić i wyciągnąć błędne wnioski ze swoich danych. Naszym zadaniem jest więc być czujnym, szukać odpowiedzi, kwestionować obiegowe prawdy i patrzeć krytycznie na prezentowane liczby.
Ile razy daliście się zmanipulować nagłówkom w mediach? Czy zadaliście sobie kiedyś pytanie, jakie emocje chce w nas wzbudzić twórca treści? Albo jak przedstawione dane wpływają na wzmocnienie z góry postawionej przez niego tezy? Czy pomyśleliście, że te same dane można zaprezentować na wiele sposobów i skłonić nas do konkretnego myślenia?
W statystyce (i w życiu) chodzi o to, żeby dociekać, pytać, analizować, nie ufać suchym liczbom, lecz szukać kontekstu i sprawdzać, skąd wzięły się prezentowane nam cyferki.

Czy wiesz, co o twoich wykresach myśli cocker-spaniel?
Gdy myślimy o statystyce, nie kojarzymy jej od razu jako życiowej nauki. Utożsamiamy ją raczej z nudą, powrotem do lat szkolnych, siedzeniem w ławce i kreśleniem ołówkiem wzorów matematycznych. Janina pokazuje, że jest zgoła inaczej, a dodatkowo okrasza swoją narrację mnóstwem barwnych przykładów.
Dzięki “Statystycznie rzecz biorąc” spotkacie się z wybitnymi statystykami i naukowcami oszustami oraz dowiecie się, jak rozpoznać tych właściwych. Zrozumiecie, dlaczego wypełnianie ankiet znajomym na Facebooku może zniszczyć ich badania. Nauczycie się, jak wizualizować dane i że wykres tortowy, wbrew pozorom, nie jest tak pysznym rozwiązaniem, jak jego nazwa. I oczywiście znajdziecie tam też odpowiedzi na pytania fundamentalne, czyli co o twoich wykresach myśli cocker-spaniel i czy na imieniny lepiej kupić czekoladki czy kokainę.
Pluszowe walory literackie
Warto również zauważyć, że “Statystycznie rzecz biorąc” to książka pięknie napisana. Pluszowe (nieprzypadkowo używam tutaj tego słowa!) metafory i porównania od razu przeniosą was do naukowej rzeczywistości, której jeszcze nie znacie. Dobrze jest czytać o nauce, a jednocześnie móc zachwycać się literacką stroną podręcznika. Tak jest w tym przypadku!
Czytasz przypisy?
A jeśli powyższe argumenty jeszcze was nie przekonały do zapoznania się ze “Statystycznie rzecz biorąc”, to mam jeszcze dwa moce pociski perswazji! Po pierwsze, to jest jedyna książka, w której pochłonęłam nawet przypisy! No przyznajcie, ile razy w życiu się wam to zdarzyło?
Lisie sprawy
Po drugie, publikacja jest okraszona rysunkami Beaty “Ari” Smugaj, czyli autorki przygód popularnych lisków znanych jako Lisie Sprawy. To właśnie dzięki tym leśnym bohaterom wiemy między innymi, że “ojojane miejsca bolą mniej”. Ilustracje świetnie pasują do książki. Są niezwykle lekkie i żartobliwe.
Dziewczyna z sąsiedztwa
Nie byłybyśmy jednak Zołzami Biznesu, gdybyśmy nie zwróciły waszej uwagi na to, w jaki sposób Janina prowadzi kampanię promocyjną swojej książki i jak gromadzi społeczność wokół swojej marki. Jest to naprawdę warte uwagi, bo robi to doskonale! W czym tkwi jej sukces i jak przekonuje do siebie kolejnych followersów?

Janina jest typem dziewczyny z sąsiedztwa. Zaprasza nas do swojego świata i w zabawny sposób opisuje swoje codzienne zmagania z liczbami, dietą i kotem. Gdy czytamy o jej seriach omyłek, trudno się z nią nie utożsamić i nie polubić. Lubimy przecież ludzi, którzy są z krwi i kości, którzy nie są idealni, prawda?
Janina ma także wielki dar do tworzenia historii. Chyba już nie raz słyszeliście, że dobry storytelling potrafi zrobić robotę? Tak jest i w tym przypadku. Opowieści Janiny sprawiają, że chcesz się nimi dzielić, że chcesz je przekazywać innym. Zawsze wywołują silne emocje – czy to śmiech czy to refleksję. Jej fani chętnie udostępniają wpisy i wypowiedzi, bo niosą za sobą konkretną wartość i utożsamiają się z nimi. Transmisja społeczna jej opowieści działa tutaj jak marzenie!
W swoich stories Janina często zaprasza do działania, a jej call to action to między innymi wyplatanie koszyków z kabanosów, czy najnowszy hit na osłodę kwarantanny, robienie jednorożców z bibuły (i butelki po winie!). A wszystko to online, w towarzystwie swoich fanów. Czujecie ten klimat? Siadacie przy stole, gadacie sobie z Janiną na czacie, trochę się pośmiejecie, trochę pomyślicie o życiu, a przy okazji na półce postawicie sobie magiczne stworzenie jako pamiątkę wspólnie spędzonych chwil. Janina jest dla swojej społeczności na wyciągnięcie ręki.
Nienachalny marketing, czyli #kupją
Niecodzienny jest także sposób, w jaki nasza autorka prowadzi kampanię promującą “Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?”. Z przymrużeniem oka mówi o nienachalnym marketingu i przewrotnie w każdej swojej relacji przypomina ze skromnością (bo przecież na pewno nikt nie ogląda jej stories tak często i tak zachłannie, by to wiedzieć!), że napisała książkę i że teraz jak już wiecie, to nie pozostaje wam nic innego jak #kupićją. Okładka przemyka w tle jej relacji, za chwilę ostentacyjnie lokuje się w pobliżu kilku wydań Pilcha, by na koniec stać się pretekstem do wspomnienia, że przecież wy nawet nie wiecie, że to jej książka taka ładna i że #kupją. Janina z gustem i wdziękiem robi z promocji swojej książki wielkie show, którego częścią może stać się każdy.
Hasztag #kupją, a wraz z nim całą akcję promocyjną książki, prędko podłapała społeczność online i viralowo rozprzestrzeniła w internetach. Praktycznie każdy, kto kupuje książkę Janiny, wrzuca do sieci zdjęcie z okładką i taguje nie tylko autorkę, ale dodaje również słowa #kupiłamją #kupją. Czy to nie idealny sposób na promocję? Cała społeczność, bardziej lub mniej świadomie, działa tutaj na rzecz sprzedaży jej książki!
A wiecie, co jest wisienką na torcie? Janina udostępnia relacje swoich fanów w stories i odpisuje im! Kaboom! To jest dopiero klasa w budowaniu więzi ze swoimi followersami! Czujesz ten klimat, że zabawna, twórcza specjalistka od liczb, która króluje w necie, pisze z tobą przez direct message i wrzuca twoją fotkę na wall? Trudno nie zakumplować się z Janiną.
Liczne posty fanów niosą jeszcze jedną korzyść. To społeczny dowód słuszności, że warto kupić tę książkę. W końcu skoro tyle osób ją poleca i czyta, to dlaczego ja mam zostać w tyle? Przecież musi być dobra! Tak mówią wszyscy.

A jak tobie się podoba?
Z książki Janiny wiemy na szczęście, że nie należy ufać opiniom innych i że trzeba mieć swój rozum i swoje zdanie. Dlatego właśnie zachęcamy #kupją, przeczytaj i daj znać, co uważasz. Czy spełniła twoje oczekiwania? Dla nas to pozycja wydawnicza, która otrzymuje 10/10!
Autorką zdjęć użytych w artykule jest Julia Knapp.